Słowo#14 „Strzeż mnie jak źrenicy oka…” (Ps 17, 8)

[22 marca 2018, Światowy Dzień Wody]

Od pewnego czasu zastanawiam się nad tym, jak ogarnąć mentalnie Trójcę Świętą i świętych w jednym Kościele. Nie wspominając o aniołach. Przede wszystkim TEGO się nie da ogarnąć, powiedzmy sobie szczerze. Kościół katolicki obfituje w kult świętych, a do tego dochodzi fakt, że Bóg jest w trzech postaciach, ale tak naprawdę w jednej. W pierwszej próbie ogarniania robi się woda z mózgu. W drugiej patrzysz na nieskończone morze możliwości, a trzeciej nie masz ochoty podjąć.

Jakie jest moje osobiste zdanie na temat mnogości i różnorodności świętych, błogosławionych? Długo nie mogłam pogodzić się z ich kultem, szczególnie takim przez duże „K”. Wiem, że jest Kościół tu na ziemi i tam w niebie, że oni mogą się za nas modlić (zob. Ap 8, 3-4), ale po co skoro ja mam połączenie komunikacyjne z Nim. Jego wielbię, do niego się zgłaszam po łaskę, a Duch Święty prowadzi mnie tam, gdzie chce. Wszystko pięknie, ale to moje osobiste doświadczenie, to dotyczy mojej osoby. Natomiast każdy w Kościele może mieć inną właściwą mu ścieżkę.

Jakiś czas temu zrozumiałam bardzo ważną rzecz, a mianowicie, że święci są dla nas drogowskazem życia, przykładem na wzrastanie w wierze, czasami „od zera do milionera” w niektórych przypadkach. I choć ich mnogość jest nie do ogarnięcia dla normalsa, i choć może się zdarzyć, że w pewnym momencie jakiś święty, jego posągi, litanie czy cała otoczka może niektórym przysłonić Jedynego Boga w Trójcy Świętej (taka sytuacja byłaby, jak mówi moje młodsze dziecko: fu, ble), to warto czasem posłuchać czy przeczytać, co mieli do powiedzenia i jak im Bóg się objawiał, bo tu są wskazówki dla nas dotyczące tego, co od Boga może pochodzić, a co niekoniecznie.

Moje prywatne zdanie i uczucie w sercu jest takie, że zarówno Kościołowi w niebie, jak i Jemu nie podoba się, kiedy czczony jest jakiś święty i urasta on do rangi bożyszcza. Uważam też, że jest bardzo cienka granica między wstawiennictwem, a budowaniem złotego cielca i osobiście jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Nie trzeba się jednak ze mną zgadzać (ach ta różnorodność!). Może po prostu jeszcze nie dorosłam i nie dojrzałam do etapu odmawiania litanii np. do św. Jana Pawła II. Może po prostu tego nie potrzebuję na ten moment. Natomiast przyznam się, że jest taki jeden (jak na razie) święty, w którym jestem zakochana. Jak piszę to wyznanie, czuję jego śmiech za plecami, bo on wie, że bywam w stosunku do niego złośliwa, uszczypliwa i czasem polemizuję z jego tekstami. Określam go też mianem szaleńca, wiecznego entuzjasty-neofity, nawróconego nagle, nurkującego tam, gdzie może utonąć, brnącego z energią przed siebie. Jednak pomijając moje zdanie na jego temat, które on najlepiej zna, najważniejsze dla mnie jest to, że on mi wyraźnie pokazuje, że mnie wspiera w momentach walki, w momentach przekazywania dalej Słowa, czy to pisanego czy ustnego.

I choć Bóg w trzech postaciach jest moim jedynym Królem i Rodzicem, to właśnie św. Paweł (jak się niektórzy domyślają) jest dla mnie wujkiem, nauczycielem, mentorem. Mamy w moim odczuciu wiele wspólnych cech charakteru i on mnie rozumie, wspiera, upomina w swoich listach. Choć największą pochwałę jest mi w stanie dać jedynie ręka Jezusa na moim ramieniu, to w sytuacjach walki o prawdę, to Szaweł pokazuje, że jest ze mną. Jedno z moich pierwszych odczuć w stosunku do Pawła, to uczucie pewności tego, że to on z grona zacnych świętych mnie powita po drugiej stronie i choć nie wiem do końca jak wygląda, to go znam i poznam.

Mam też innego strażnika, o którym pisałam nieco w jednym z poprzednich odcinków. To Herkules. Mój Anioł Stróż. Choć imię nie jest biblijne i jego wygląd raczej budzi lęk, przede wszystkim gadów, które zatrzymały się, patrzą na niego i nie śmią podejść dalej, on jest niewzruszenie ze mną zawsze. W tej samej pozycji. Nawet jak mu w myślach nawrzucałam, że nie pomaga mi dźwigać zakupów i że jest bezużyteczny to wiem, że on mnie kocha, służy mi i będzie mi towarzyszył w przejściu na drugą stronę. Kiedyś zwierzyłam się bliskiej koleżance, jak widzę i wyobrażam sobie mojego Anioła Stróża. Po kilku tygodniach, jak spotkałyśmy się wróciła do rozmowy i powiedziała mi, że on tak właśnie wygląda, że mam rację. 

Może nie ogarniam Trójcy, świętych i aniołów, ale jestem pewna jednego: że On ogarnia te wody, a my możemy z nich czerpać. Wierzę, że On wszelkimi sposobami troszczy się o mnie, strzeże i chroni, także przy pomocy świętych i aniołów „…bo Jego lud jest własnością Pana, dziedzictwem Jego wydzielonym jest Jakub. Na pustej ziemi go znalazł, na pustkowiu, wśród dzikiego wycia, opiekował się nim i pouczał, strzegł jak źrenicy oka. Jak orzeł, co gniazdo swoje ożywia, nad pisklętami swoimi krąży, rozwija swe skrzydła i bierze je, na sobie samym je nosi…” (por. Pwt 32, 9-11).

One Reply to “Słowo#14 „Strzeż mnie jak źrenicy oka…” (Ps 17, 8)”

  1. Litanii do sw Jana Pawłą II tez nie odmawiam,ale dosc czesto wzdycham do niego za nasza ojczyzne i nasze wspolne miasto, ktorego ulice tyle lat przemierzal;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *