Słowo#53 Postęp bezradności.

[21 kwietnia 2020, rocznica powstania Rzymu]

Jakiś czas temu byłam świadkiem dyskusji na temat aborcji między dorosłą córką, a jej matką. Matka opowiadała się po stronie prawa dokonania aborcji, jeśli jest podejrzenie choroby dziecka, a córka postulowała uniwersalne zastosowanie przykazania nie zabijaj w odniesieniu do ludzkich istot. Na koniec, wydawałoby się bezowocnej wymiany argumentów, córka zadała pytanie:
– Mamo, a gdyby ci powiedział lekarz, jak byłaś ze mną w ciąży, że jestem chora, mam np. zespół Downa, to usunęłabyś mnie?
– Tak. Usunęłabym- odparła matka.
– No to miałam szczęście- odpowiedziała córka, kończąc rozmowę.

Czytaj dalej „Słowo#53 Postęp bezradności.”

Słowo#51 No i jest.

[25 stycznia 2020, Święto Nawrócenia św. Pawła Apostoła]

W poprzednim odcinku opisywałam pustynię, po której się czołgałam, w pobliżu widząc ołtarz, przykryty białym obrusem, na którym stoi hostia w monstrancji (zob. Słowo#50). Dzisiaj zebrałam się do tego, aby opisać ciąg dalszy moich pustynnych wrażeń. Tak się stało, że w końcu to moje pełzanie w miejscu zamieniło się na turlanie i poturlałam się wprost pod ołtarz. Koło nosa widziałam jedynie czarne, skórzane buty. Czy ktoś w tej niewidocznej dla mnie płaszczyźnie „nad” sprawował Eucharystię? Zapewne.

Czytaj dalej „Słowo#51 No i jest.”

Słowo#50 Marana tha!

[19 grudnia 2019, imieniny Abrahama]

Ostatnio towarzyszy mi dojmujące duchowe, a może też psychiczne poczucie paraliżu i niemocy. Mam wrażenie, jakbym pełzała po pustyni, szorując twarzą o piach i nim się żywiła. W bliskiej odległości widzę stół, a dokładnie ołtarz przykryty białym obrusem. Na nim stoi monstrancja z białą hostią w środku. Nie mogę tam dojść, a raczej dopełznąć. Grzebię się, kręcę. Mam paraliż, niedowład. W tym obrazie powracającym raz po raz podczas tego Adwentu, fizycznie nie jestem w stanie wstać i podejść do Niego.

Czytaj dalej „Słowo#50 Marana tha!”

Słowo#49 Czekanie w ciemności.

[12 grudnia 2019, Dzień Guzika]

Bez sensu. Są takie dni, kiedy czuję, że wszystko jest bez sensu, że ja jestem bez sensu. Zaczyna ogarniać mnie rozpacz. Są takie dni, że radosny chrześcijanin niosący światło we wszystkie ciemne zakamarki może co najwyżej dostać ode mnie w twarz, żeby zszedł mu ten głupkowaty uśmiech. A jeśli jeszcze raz usłyszę, że Jezus mnie kocha albo jest w tym najczarniejszym miejscu, w którym jestem to zacznę strzelać.

Czytaj dalej „Słowo#49 Czekanie w ciemności.”

Słowo#48 Zmartwychwstanie na serio.

[10 listopada 2019, Dzień Jeża]

– No i mamy niedzielę, świętujemy dzisiaj Zmartwychwstanie Jezusa!- powiedziałam pełna entuzjazmu w niedzielny poranek i to jeszcze przed śniadaniem.

– Mamo, ale przecież zmartwychwstanie świętujemy codziennie- odparł rezolutnie mój sześciolatek.

No i musiałam się z tym zgodzić. Bo ono się wydarzyło, ale ma się wydarzyć znowu. Taką dostaliśmy obietnicę, a obietnicę warto świętować.

Czytaj dalej „Słowo#48 Zmartwychwstanie na serio.”

Słowo#47 Przepraszam cię. Tak, ciebie właśnie!

[13 października 2019, dzień wyborów]

Zastanawiam się ostatnio nad różnicą w moim podejściu do ludzi przed i po nawróceniu. I oczywiście widzę mnóstwo pozytywnej energii, którą chcę się dzielić i widzę więcej miłości do innych w moim działaniu, ale nie zmienia się jeden dręczący mnie aspekt. Dokładnie chodzi o osądzanie i ocenianie innych.


Czytaj dalej „Słowo#47 Przepraszam cię. Tak, ciebie właśnie!”

Słowo#46 Nosze na pustyni.

[18 września, księżyca ubywa i 3 października 2019, księżyca przybywa]

Mam przyjaciółkę, której życiowa ścieżka odwiodła ją na jakiś czas od Boga. Obraziła się na Niego uznając Jego brak zainteresowania życiem ludzkim, a zwłaszcza cierpieniem. Mimo tego, a nawet przechodząc przez taki okres w swoim życiu, moja przyjaciółka posiada niezwykłą cechę, a może raczej otrzymała dar- łaskę, której mógłby jej pozazdrościć każdy mniej lub bardziej wierzący świecki oraz duchowny. Nigdy, przenigdy nie miała i nie ma wątpliwości, że ON ISTNIEJE. Traktuje to jako oczywisty fakt.
Czytaj dalej „Słowo#46 Nosze na pustyni.”

Słowo#45 Uwolnienie cz. II

[8 sierpnia 2019, 7 dni trawienia wydarzeń]

Uwolniłeś moje serce od chęci widzenia znaków, cudów, oczekiwaniu na namacalne potwierdzenie tego, że żyjesz i działasz… A to dzięki pewnemu niezwykłemu zdarzeniu pod kościołem, zaraz po niedzielnej mszy. Miałam pewność, że dokonałeś wtedy cudu, ale na Twoich zasadach, na miarę potrzeb konkretnej osoby, która zgłosiła się sama do mnie. Cud zaistniał w jej życiu i jak się okazało po pewnym czasie w moim także.

Czytaj dalej „Słowo#45 Uwolnienie cz. II”

Słowo#44 Uwolnienie cz. I

[7 sierpnia 2019, po Święcie Przemienienia Pańskiego]

Odkąd chodzę z Bogiem, miałam nieustannie wyostrzoną czujność na wszelkiego rodzaju znaki i cuda dziejące się podczas wielbień, modlitw, rekolekcji. Można powiedzieć, że w jakiś sposób poszukiwałam ich, łaknęłam, jako tych świadczących o tym, że ON NAPRAWDĘ JEST. Często zastanawiałam się nad tym, czy można taki cud „wymusić”, czy można spełnić jakieś kryteria, żeby on się wydarzył. Różni kaznodzieje nie ułatwiali mi sprawy, głosząc że wystarczy prawdziwa i szczera wiara, zaufanie i zawierzenie, żeby On zadziałał. To niejako świadczyłoby, że coś robię nie tak, że On w sposób spektakularny, ponad naturalny nie interweniuje w moje życie i to jest moja wina…

Czytaj dalej „Słowo#44 Uwolnienie cz. I”