Słowo#49 Czekanie w ciemności.

[12 grudnia 2019, Dzień Guzika]

Bez sensu. Są takie dni, kiedy czuję, że wszystko jest bez sensu, że ja jestem bez sensu. Zaczyna ogarniać mnie rozpacz. Są takie dni, że radosny chrześcijanin niosący światło we wszystkie ciemne zakamarki może co najwyżej dostać ode mnie w twarz, żeby zszedł mu ten głupkowaty uśmiech. A jeśli jeszcze raz usłyszę, że Jezus mnie kocha albo jest w tym najczarniejszym miejscu, w którym jestem to zacznę strzelać.

Moja wiara jest wciąż na poziomie ameby albo uszkodzonego włącznika światła. Wystarczy, że coś mnie niewłaściwie popchnie, szturchnie lub pstryknie, a światło w pokoju się wyłącza i siedzę w ciemnościach. Pstryk- Jest, pstryk- i nie Jest. Kompilacja smutku, wyłączonego światła i słabego samopoczucia psychofizycznego powoduje u mnie skrajny stan rozpaczy, kiedy to działam na autopilocie, a w duszy modlę się, żeby ten świat się zawalił i to najlepiej od razu na mnie.

Gdzie w tym wszystkim jest On? Nie wiem. Czasami mam wrażenie, że spogląda z nieba, jak na Hioba i obserwuje jego reakcje, jego pogrążanie się w coraz większej ciemności. I to mnie, tak jak Hioba wkurza. Wtedy Bóg pozostaje konceptem teoretycznym i buduje się między nami mur. Mur złości, zawiedzenia, mur, za którym zwyczajnie czuję się porzucona. Jak sierota. Hiobowa sierota siedząca na kupie gruzu, samotna, bez nadziei na to coś, co miało być za rogiem, jako wypełnienie obietnicy. Zamiast obietnicy jest guzik z pętelką.

Historia Hioba uczy mnie jednak, że do Boga należy ostatnie słowo. Jak już wszystko zamilknie, On przemawia nawet wśród burzy (zob. Hi 38, 1). I swoim Słowem onieśmiela. Pokazuje wartość czekania, ale też wartość pokory. Pokazuje, że to co dzieje się w życiu pojedynczego człowieka jest niczym w porównaniu z Jego planem i zamysłem wiecznym. Jak Bóg przemawia, to zmienia całkowicie perspektywę patrzenia człowieka na swój los. Jego Słowo odwraca myślenie do góry nogami, czyli nawraca.

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak czekanie. Chciałabym, żeby było to ufne czekanie, ale raczej jest to czekanie pełne rezygnacji i zdania się na Jego wolę. Czekanie na to, że w końcu przyjdzie, ujmie mnie za rękę i powie „Nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą” (por. Iz 41, 13). Do tej pory prędzej czy później tak się działo, ale nie mam pewności, kiedy i czy to nastąpi po raz kolejny…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *