Słowo#25 Serpentyny.

[7 czerwca 2018, cytat dnia: „Dzień z nocy wstaje jak prorok i świata oblicze zmienia”- L. Kruczkowski]

Kiedyś (w sumie jeszcze nie tak dawno temu) nie wierzyłam w Jego istnienie. Owszem, przeszłam przez cały system edukacji katolickiej oraz sakramenty, ale jako psycholog obdarzony zdrowym rozsądkiem (takie o sobie miałam mniemanie) sądziłam, że Boga wymyśliliśmy sobie sami, aby nie bać się śmierci. I nawet jeśli istnieje jakiś byt absolutny to bardziej jest to energia powstała z naszych myśli, no ewentualnie zapatrzony w siebie Ktoś, który nie zwraca na nas- ziemskie robaki uwagi, więc my także nie powinniśmy się Nim kłopotać…

Odkąd On mnie jednak dotknął i pokazał swoje istnienie, obecność, a nawet interwencje w moje życie, zmieniło się ono radykalnie. Natomiast nie zmieniła się jedna rzecz, a mianowicie obwinianie Jego o wszystkie nieszczęścia. Po pierwsze, jako niewierząca nie obwiniałam Go (bo to by było nielogiczne), więc nie mam takiego nawyku i jako wierząca też tego nie robię. Z łatwością przyjęłam prawdę, że to nie On zsyła nieszczęścia. Po drugie ja nie mogę być nieszczęśliwa wiedząc, że opiekuje się mną, stworzył specjalnie dla mnie Anioła Stróża, posyła swoich świętych, mówi do mnie i ogólnie serdecznie Go obchodzę. Takie zaufanie jest trudne i często wątpliwości mi przesłaniają jego sens, ale coraz sprawniej powracam do mówienia, powtarzania codziennie, często na nowo TAK. Podobno tylko anioły raz jedyny decydują czy chcą być po ciemnej czy jasnej stronie mocy. Wolna wola człowieka jest nieskrępowana. Może codziennie odwracać się i codziennie wracać do Niego. 

A cierpienia, nieszczęścia w tym świecie? Według mnie są jak ukąszenia węży, które na siebie sprowadzamy. Takie ukąszenia węży wywoływały cierpienie (ból), ale nie odbierały życia Izraelitom idącym po pustyni za Mojżeszem. Warunkiem, żeby nie zginąć od ukąszenia było patrzenie nie pod nogi, ale na miedzianego węża, którego na kiju niósł Mojżesz (zob. Lb 21, 4-9). Warunkiem, aby nie umrzeć, a żyć w pełni (tu i teraz, ale też po śmierci), to patrzenie w górę, w niebo, na Niego. Jak mówi Księga Mądrości 16, 5-13: „Albowiem i wtedy, gdy ich dosięgła straszna wściekłość gadów i ginęli od ukąszeń krętych wężów, gniew Twój nie trwał aż do końca. Dla pouczenia spadła na nich krótka trwoga, ale dla przypomnienia nakazu Twego prawa mieli znak zbawienia. A kto się zwrócił do niego, ocalenie znajdował nie w tym, na co patrzył, ale w Tobie, Zbawicielu wszystkich. I tak naszych wrogów przekonałeś, że to Ty wybawiasz od zła wszelkiego. Zabijały ich ukąszenia szarańczy i much, i nie znaleźli lekarstwa, by ratować życie, bo zasłużyli, żeby zostali przez nie ukarani. Synów zaś Twoich nie zmogły nawet zęby jadowitych wężów, litość bowiem Twoja zabiegła im drogę i ich uzdrowiła. Dla przypomnienia bowiem mów Twoich byli kąsani, i zaraz mieli ratunek, by nie popadli w głębokie zapomnienie i nie stali się niegodni Twojej dobroci. Nie zioła ich uzdrowiły ani nie okłady, lecz słowo Twe, Panie, co wszystko uzdrawia. Bo Ty masz władzę nad życiem i śmiercią: Ty wprowadzasz w bramy Otchłani i Ty wyprowadzasz.”

Aby wejść do życia wiecznego muszę szukać nieustannie Jego. Niejako po omacku, jak Izraelici niepatrzący pod nogi, na to co przyziemne. Jak zapewnia mnie jednak święty Paweł w swojej mowie na Areopagu, Bóg „…wyprowadził każdy naród ludzki, by zamieszkiwał oblicze całej ziemi, a wszystkim tym narodom ustalił czas i granice zamieszkania, aby szukały Boga, czy Go może nie wyczują albo nie odnajdą, chociaż nie jest On daleki od nikogo z nas” albo też w tłumaczeniu wydawnictwa św. Pawła „… aby Go szukali i mogli Go znaleźć choćby po omacku, bo rzeczywiście jest On niedaleko od każdego z nas.” (por. Dz 17, 26-27)

Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak dalej zbliżać się do Niego, próbować pojmować swoimi ograniczonymi zmysłami i jeszcze bardziej ograniczonym rozumem oraz prosić o Jego Łaskę, bo bez niej nie dojdę do celu choćbym włożyła w to cały wysiłek i całe życie. Choć droga jest krętą serpentyną (serpente to w końcu po włosku wąż), ja Go  szukam, poznaję, trwam przy Nim, a On mnie przygarnia, przytula, prowadzi i uczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *