Słowo#6 Puszka z narzędziami.

[23 lutego 2018, imieniny Łazarza]

Dzisiaj odbyłam ciekawą rozmowę z moim mężem dotyczącą trudnych relacji małżeńskich widocznych w naszym otoczeniu. Rozmawialiśmy o tym, na ile bliscy, przyjaciele, otoczenie poniekąd zaproszone do zobaczenia i dotknięcia tej relacji (uwaga: nie bycia w niej, bo to nie nasza relacja!) może wesprzeć ludzi uwikłanych w takie trudne sytuacje, ludzi będących w kryzysie. W prowadzonej w tym kontekście rozmowie nagle przypomina mi się Słowo o świetle i świeczniku. Okazuje się, że jak zwykle On otworzył potrzebną przegródkę w moim umyśle.

W Biblii Nowego Przymierza czytam proste tłumaczenie znanego fragmentu nauczania Jezusa o świetle (czyli kim mają być chrześcijanie): „Wy jesteście światłem świata. Nie da się ukryć miasta, które leży na górze. Nie zapalają też lampy, by ją postawić pod garnkiem. Światło umieszcza się na świeczniku, skąd obecnym w domu świeci najskuteczniej. Tak niech i wasze światło świeci wobec wszystkich. Niech ludzie zobaczą wasze szlachetne czyny i wielbią waszego Ojca w niebie” (por. Mt 5, 14-16). Fragment ten otwiera mi pewną drogę myślenia i daje odpowiedź, jak mam się zachować spotykając taką trudną sytuację czy relację. Ewangelia Mateusza podaje wyraźnie, że jako uczennica Chrystusa- chrześcijanka, jak dumnie o sobie twierdzę, mam w sobie Jego światło i moim obowiązkiem jest świecić nim dla innych. Świecić wszystkim, ale przede wszystkim w domu dla najbliższych i to przesłanie wydaje się w miarę… jasne. Pozostaje bardziej enigmatyczne stwierdzenie świecić najskuteczniej.

Jakie jest najskuteczniej świecące światło? Czy kiedykolwiek myślałam o świetle w kategorii skuteczne-nieskuteczne. Może jestem w tym względzie jakimś wyjątkiem, ale nigdy mi przez myśl nie przeszło takie rozróżnienie. Zastanawiam się zatem. Światło, które świeci najskuteczniej to pewnie takie, które nie świeci za mocno, nie razi i nie rozprasza innych, ale im towarzyszy. Jest intensywne i w jego promieniach widać wszystko, ale patrzenie na niego nie boli. Skuteczne to też niezawodne. Nie przestanie nagle świecić, nie zacznie irytująco mrugać albo brzęczeć jak jarzeniówka. Nie zdmuchnie go byle wiatr, jak świeczkę, nie przepali go byle zwarcie, jak tanią żarówkę. W końcu nie będzie się za każdym razem rozświetlać przez kwadrans, tak jakby go wcale nie było. Najskuteczniejsze światło to światło idealne, które zawsze jest we właściwym miejscu, świeci we właściwym czasie i we właściwym kierunku.

Dopełnieniem charakterystyki tego światła jest Ewangelia Łukasza: „Nikt nie zapala lampy i nie stawia jej w ukryciu ani pod garnkiem. Stawia się ją na podwyższeniu, aby ci, którzy wchodzą korzystali ze światła” (por. Łk 11, 33). Kolejna rzecz związana ze światłem to zatem korzystanie z niego. Może jestem wyjątkiem (ponownie), ale nie przyszło mi nigdy na myśl stwierdzenie, że korzystam ze światła albo korzystam na tym, że światło jest. Owszem, może być korzystne lub niekorzystne światło przy robieniu zdjęć, albo można skorzystać z tego, że się jeszcze nie ściemnia wychodząc z domu, ale z reguły przed zapaleniem światła (postawieniem go na świeczniku) nie myślę o nim wcale. Może co najwyżej wpadnie mi do głowy, że potrzebuję więcej światła. Jednak sama myśl, że teraz będę korzystać ze światła w umyśle mi pewnie nigdy… nie zaświtała. Korzystam i już. Wcale nie zauważam tego.

Otrzymuję zatem w moim odczuciu kompletną wskazówkę: najskuteczniejsze światło, z którego można korzystać. Te charakterystyki w jakiś sposób wydają się pełne i dobrze określają rolę światła, ale też mnie jako chrześcijanina: świecić światłem Jezusa, nie razić i nie kłuć w oczy, nie dzielić na ciemną i jasną stronę mocy, tylko oświetlać drogę każdemu, wyraźnie pokazując kierunek do Niego. Ponadto irytująco nie brzęczeć, ani nie mrugać, tylko być od tego do czego światło jest stworzone, do bycia sobą. Kiedyś na zajęciach z filozofii mówili mi coś o kotowatości kota. Nie pamiętam o co chodziło, ale analogiczne określenie świetlistość światła wydaje się tu na miejscu. Świetlistość światła określa jego istotę, to modelowe światło: skuteczne i niosące korzyść.

Z pozoru zatem światło nic takiego nie robi. Ono po prostu jest sobą. Ale żeby być w pełni sobą musi przecież mieć dostęp do właściwego źródła prądu lub paliwa. Czyli, żeby jaśnieć Jego światłem, muszę być w relacji z jedynym prawdziwym Źródłem- Światłem Ducha Świętego. Wtedy pobierając energię ze Źródła, oddaję Jego blask, bo On jest we mnie. Zatem jeśli daję świecić w sobie Duchowi Świętemu, On prowadzi mnie przez te wszystkie trudne sytuacje i relacje. Daje rozpoznanie niezbędne do niesienia komuś pomocy. Zatem jako dumna chrześcijanka jestem podłączona do Ducha Świętego, którego zsyła Bóg, po to abym zajaśniała światłem Chrystusa i była przekaźnikiem Jego łaski dla innych. Nie mam pojęcia, czy z punktu teologicznego takie stwierdzenie ma sens, ale do mnie osobiście przemawia, bo jest to po prostu moja intuicja oparta na Słowie, którym On mnie obdarza. Do czego takie podsumowanie prowadzi? Jak mam zatem działać?

I w tym miejscu otwiera mi się kolejna przegródka w umyśle i sercu. Tak się składa, że ostatnio modlę się często, żeby On mnie posyłał tam gdzie jestem potrzebna, żeby posługiwał się mną, bo chcę być narzędziem w Jego ręku. W tym kontekście, mocno zastanawiałam się, jakim chcę być narzędziem. Przeszłam przez kosiarkę, piłę, młotek i szybko skasowałam te pomysły (a nawet fragment tekstu dotyczący narzędzi). I słusznie, bo dopiero teraz, analizując Jego Słowo zobaczyłam, że pragnę być latarką w Jego ręce, napełnioną energią Ducha i nieść światło Chrystusa w te miejsca, gdzie inni widzą tylko ciemny zaułek i podejrzane towarzystwo. Tam gdzie obraz zaciemnia im gniew, pycha i lęk.

Widzę wyraźnie, jak moje pragnienie relacji z Nim ewoluuje, rozwija się. Na tym etapie, już nie tylko chcę zbudzić się ze śmierci jak Łazarz, wyjść z ciemnej groty i chodzić za dnia, w świetle: „Kto chodzi za dnia, nie potknie się, gdyż widzi światło tego świata. Lecz jeśli ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ nie ma w sobie światła” (por. J 11, 9-10). Ja chcę i potrzebuję być światłem i świecić dla innych w Twoim imieniu, po to żeby wszyscy mogli zbliżyć się i ogrzać w Twoich promieniach.  I choć najskuteczniejsze narzędzie przechowuje się w puszkach liturgicznych (cyboria), ja swoją osobę oferuję do każdego innego pojemnika z akcesoriami, byleby należał do Ciebie. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *