[26 lutego 2018, Dzień Spania w Miejscach Publicznych]
Miałam kiedyś sen. Tak w zasadzie często je miewam, ale w całym moim trzydziestoletnim życiu myślę, że tylko dwa pochodziły od Niego. Milion pozostałych to były wyładowania w mózgu, asymilujące w ten czy inny sposób sytuacje, emocje, przeżycia, więc wyrzucam je z pamięci (Shift+Del).
W tym śnie kładłam na innych ręce i modliłam się za nich. Bywało i tak, że wracali do mnie ponownie po modlitwę, wsparcie. Towarzyszyła mi przy tym przedziwna postać. Była cały czas koło mnie i w jakiś sposób budziła we mnie lęk, choć przywykłam do jej obecności.
Wygląd miała dość przerażający. Kształt człowieka, ale jakby plastikowego. Plastik przeźroczysty, ale jednocześnie mleczny. Przez ten plastik było widoczne wypełnienie: mętne, białawe jakby gęsty dym. Twarz okrągła, jakby z drewna i starego, podartego papieru jednocześnie, ciemnobrązowa. Jakby ruchoma, ale bez wyrazu i mimiki. W pewnym momencie klęcząc i modląc się nad jakimś chłopakiem on spojrzał na tą postać (jako jedyny oprócz mnie ją widział) i zapytał:
– Kto to jest?
– To szatan- odpowiedziałam bez cienia wątpliwości.
– A dlaczego jest przeźroczysty?- zapytał
– Bo jest ulepiony z naszego strachu- odpowiedziałam równie pewnie i bez zastanowienia. W tym momencie się obudziłam.
Skąd wiem, że ten sen był darem od Niego? Czy dlatego, że modliłam się nad ludźmi, czy dlatego, że był tam zły, czy dlatego, że odpowiedzi same do mnie przychodziły? Pewnie także. Przede wszystkim jednak był to sen, który kompletnie odwrócił moje myślenie i uporządkował w znaczącym stopniu sprawy związane z postrzeganiem działania złego. Dotarł do mnie wtedy sens pewnego faktu, a mianowicie dlaczego tak często powtarzaną frazą w Piśmie jest: nie lękaj się/ nie lękajcie się lub nie bój/ nie bójcie się. Fraza ta jest znamienna, bo ilekroć na nią trafiam wypowiada ją On bezpośrednio do swoich owiec ukazując się lub obwieszczając Swoją wolę przez usta proroków, czy dodając otuchy przez słowa Jezusa (np. Rdz 26, 24; Wj 14, 13; Iz 41, 13-14; Mt 17, 6-7; Łk 1, 12).
Czytając te fragmenty mam nieodparte wrażenie, że On bardzo często, jeśli nie zawsze wita się ze mną tym proroczym stwierdzeniem. Nie mówi dzień dobry, będzie wspaniale. Mówi: wiem, że się boisz, bo nie rozumiesz, ale nie bój się, Ja to ogarniam. On wie, że się boimy pójścia w nieznane, on wie, że bali się tego Mojżesz, Jonasz, Józef czy Apostołowie. Zauważam także, że w Piśmie nie ma opisu typu: święty Józef modlił się, bo się bał. Mojżesz pytał, bo się bał. Oni tego nie mówią. Nie mówią tego. To On przychodzi i wita się z nimi i ze mną w ten sposób. Dlaczego? Bo wie doskonale, jaką potęgą jest strach. I wie doskonale, że strach to domena złego. On przewiduje i zna jego ruchy. Wie także, że zły nieustannie przypomina nam, jak marni i grzeszni jesteśmy, przypomina, że nie damy rady, podsuwa pomysły, że się wygłupimy, ośmieszymy, że najważniejsze jest to, co pomyślą inni. Oczywiście my temu zaprzeczamy: nie, nie ja jestem taki niezależny, nie kieruję się lękiem, strachem. Robię to co mi sumienie dyktuje. Jestem wolny/ wolna. Serio? Bo ja nie.
Wiele razy mój irracjonalny strach powstrzymał mnie, przed pójściem za Jego głosem, podejściem do człowieka ot tak i porozmawianiem z nim. Przed podejściem do bezdomnego i popatrzeniem mu w oczy, przed rozpoczęciem działalności przynoszącej innym pożytek i dobro albo przed rozwijaniem swojego talentu. Jego odpowiedź w takich sytuacjach jest dla mnie jasna: Ja świetnie wiem, czym jest strach, wiem też, że jest w tobie za każdym razem kiedy powołuję cię do czegoś dobrego. Wiem, że nawet jak się nie przyznasz nawet przed samym sobą, to się boisz, a ten lęk cię ogranicza. Zostaw to. Ja to poniosę, a ty wstań i idź za Mną. Skąd to wiem? Uzasadnienie jest w Jego Słowie. Pojawia się wiele razy, ale stwierdzenie, które do mnie przemawia to: „Nawet wasze włosy na głowie- każdy jest policzony. Przestańcie się więc bać!” (por. Mt 10, 30-31). On ogarnia to, czego ja nie ogarniam. Czuwa nad tym, co dla mnie niepojęte i nad tym, co budzi mój strach.
Tak. Miałam kiedyś sen. To tylko sen, ale on sprawił, że zaczęłam zauważać u siebie miejsca, gdzie dokładam kolejne spoiwa do tej mętno- przeźroczysto- białawej mazi. Ten sen pokazał mi istotę problemu, ale to On w swoim Słowie i na modlitwie pokazuje mi konkretne miejsca, gdzie lęk próbuje mnie cofnąć przed zrobieniem czegoś ważnego i dobrego. Bo ja sama w takich momentach zatrzymuję się, chcę się wycofać.
Przyjęłam ten sen, jako dar od Niego, więc pamiętam o nim codziennie. Pamiętam, że nawet, jeśli mnie zatrzyma mój strach to muszę ruszyć. Ruszyć za Nim, czyli w tę stronę, gdzie wnętrzności (tu czuć najbardziej stres), a nawet rozsądek (często to nim tłumaczymy nasz lęk) mówią mi, że się wygłupię. Postanawiam zatem, że będę się wygłupiać dalej. Dla Niego i w Jego imię. Nawet w miejscach publicznych.

