Słowo#60 Krew i kości.

[10 grudnia 2020, Dzień Bota]

Patrząc w dal przez okno w salonie przypomniało mi się drewniane poddasze nieistniejącego już budynku, na którym to poddaszu mieściła się biblioteka. Nieistniejąca już. Na miejscu tego budynku powstaje właśnie nowoczesny blok. Taka retrospekcja wywołana perspektywą roztaczającego się znajomego widoku przeniosła mnie w inne i zdawałoby się zapomniane miejsce. Otworzyła zakamarek pamięci.

Tego otwierania i wyłaniania się elementów z zakamarków pamięci doświadczam ostatnio sporo. Na powierzchnię mojej świadomości wypływają emocje, których kiedyś zabrakło, uczucia, których nie doświadczyłam. Obserwuję siebie z przeszłości i dopiero odczuwam swoje istnienie w tamtych momentach minionych, choć przecież przeszłość już nie istnieje, jak zburzony budynek z biblioteką na poddaszu.

To czego usilnie szukam albo po prostu staram się rozpoznać nie znajduje się jednak w gruzach po starym budynku, bo jego nie ma, nie znajdzie się także w nowoczesnym budynku, który powstaje, bo przyszłość to w końcu tylko hipoteza. To, czego szukam można znaleźć jedynie tu i teraz. Znaleźć po omacku, intuicyjnie. To czego szukam ma imię stanowiące sens istnienia. Imię, które mówi gdzie mogę odnaleźć „to coś”. Imię, które często ignoruję, zbywam, jako filozoficzny bełkot, archaizm i oczywistość, z którą nie da się nic sensownego zrobić.

Jednak jeśli zatrzymam się na oraz wewnątrz „tu i teraz”, na momencie, niezależnie którym i pomyślę, że Ten, który przedstawia się „Jestem, który Jestem” (por. Wj 3, 14), a potem powtarza swoje imię, jako „Ja jestem” (zob. J 18, 4-8) daje się uchwycić w byciu, w trwaniu, we wszystkim, bo po prostu jest, nagle w moim umyśle robi się niesamowita przestrzeń. Przestrzeń, która rozlewa się po całym organizmie, a przede wszystkim trafia do serca.

Nie potrafię ująć w słowa pewnych odczuć, które mi towarzyszą, wniosków do których dochodzę. Wiem jednak, że one pozostają we mnie ubogacając te miejsca, które we mnie są. Dlatego piszę. Może mało skrupulatnie, może mało regularnie, może dla niektórych mało konkretnie. Z pewnością starannie, z pewnością intuicyjnie, z pewnością duchowo.

Każdy z nas jest bogaty w doświadczenia, które w nim pracują determinując to co dzieje się z nami w danej chwili. Czasami możemy mieć wrażenie, że wydarzenia trwają poza nami, że nie mamy na nie wpływu, że jesteśmy ich wytworem, a nie stwórcą. W takich momentach zawieszenie się i kurczowe uczepienie obecności, bycia „tu i teraz” i wola spotkania się w tym momencie z Jestem pozwala odzyskać równowagę. Mamy ciągłą więź z naszym Ojcem, prawdziwym Stwórcą kochającym nas. To odróżnia nas od botów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *