Słowo#8 Pajęczyna darów.

[1 marca 2018, imieniny Herkulesa i Joanny]

Taki zbieg imieninowych okoliczności dzisiaj, bo mam bardzo blisko siebie kogoś, kto ma na imię Herkules, a sama mam na imię łaska Boga. Ten ktoś, jak się okazuje stoi zawsze za mną, a swoją prawą rękę trzyma na moim lewym ramieniu. Śmieję się, że niedawno go odkurzyłam i przeprosiłam się z nim. Zapewne on odpłaci mi swoim chichotem po, a może w trakcie przechodzenia na drugą stronę, bo będę mogła go zobaczyć twarzą w twarz. Okaże się, że to nie żaden rosły wysłannik niebios, ale eteryczna drobna żeńska postać o delikatnie brzmiącym imieniu. Jak myślę o tym, to szczerze mówiąc nie mogę się doczekać kogo spotkam po drugiej stronie i bardzo lubię sobie wyobrażać to, co niewyobrażalne…

Póki co uwielbiam spotykać na swojej drodze jeszcze żyjących lub próbujących żyć jako tako. Będąc więc przykutą grawitacją, siedziałam dzisiaj na komendzie policji w poczekalni i jeden z nabuzowanych negatywnymi emocjami młodych panów klnąc jak szewc stwierdził, że traci tu tylko czas i co go obchodzi jakiś ćpun. Wtedy, jak błyskawica przez mój umysł przemknęło: mnie obchodzi. Obchodzi, choć nie wiem o kim mówi. Obchodzi, bo jest człowiekiem. Obchodzi, bo choć ćpun i go nie znam, to jest bratem. Przeklinający pan także mnie obchodzi. Obchodzi mnie pani, która go uspakajała (tu wielki szacunek, bo myślę, że to On przez nią przemawiał w tamtym momencie). Obchodzi mnie pan o kulach, który siedział obok. Zaczęli mnie już jakiś czas temu obchodzić także mijani przechodnie. Modlę się za wszystkich, których ogarniam i spotykam. Często wyobrażam sobie, że łączą nas niewidzialne, nieskończone sploty pajęczych nici, które rozchodzą się we wszystkich kierunkach, ale sięgają też do przeszłości i przyszłości, a z każdej głowy wczoraj, dzisiaj i jutro wychodzi srebrna nić łącząca nas ze Źródłem, z Nim. Choć to obraz, jak z jakiegoś filmu science-fiction, to uważam, że nie bardziej fantastyczny niż przekonanie w moim sercu (którym On mnie obdarował), że mijane osoby to moi bracia i siostry, bo jesteśmy dziećmi tego samego Rodzica.

Tak sobie myślę, że bycie dzieckiem zobowiązuje. To więź na całe życie. Genetyczna, wpisana w nasze ciało i wpisana w psychikę. Nawet jeśli się jej wyprzemy, będziemy udawać, że rodzina nas nie obchodzi, że zrywamy z nią (zwłaszcza jeśli ktoś np. doświadczył patologii), to od dziedzictwa nie uciekniemy. Ono jest w nas, a co za tym idzie my jesteśmy w naszych rodzicach. Tak samo jak On jest w nas dzięki Duchowi Świętemu, a my w nim. Nawet jeśli uciekamy przed tą prawdą, nawet jak zapieramy się że On nie istnieje, nie wierzymy w Niego, to On szuka i znajdzie sposób, żeby zbawić każdego z nas.

A wiara jako dar, choć pochodzi od Niego to jest przekazywana przez usta innych ludzi, niekoniecznie spokrewnionych biologiczne. To właśnie nasz jedyny, wspólny i prawdziwy Rodzic, często na naszej drodze stawia osoby, które pokazują nam właściwe drzwi. Przechodząc przez jedne, spotykamy kolejne drzwi i kolejne, czasem się cofamy, czasem brniemy w tej plątaninie pokoi nie wiedząc co jest dalej i gdzie skręcić. W końcu pojawia się Jego Światło i rysuje się ścieżka. Jak na ikonie Pauliny Krajewskiej, gdzie Piotr ma iść po wodzie do Jezusa. Jednak pierwsze kroki ma wykonać w ciemności po omacku, podjąć decyzję i pokazać determinację. Widzi światło, ale jeszcze w nim nie chodzi, bo świetlista struga idąca po wodzie od Jezusa zaczyna się dopiero po chwili. Piotr upewnia się: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie” (por. Mt 14, 28). Schodzi, idzie niepewnie, wątpi, upada, zaczyna tonąć, krzyczy o ratunek i zostaje wyciągnięty na powierzchnię, a więc już do światła.

Oznaczałoby to, że zanim zaczniemy chodzić w Jego świetle i z Jego światłem, to najpierw warto otworzyć się i zadać sobie pytanie, czy tak serio i do końca to życie które prowadzę, ten moment w którym jestem nawet przepełniony przyjemnościami daje mi szczęście? Czy poważnie jesteśmy tylko wytworem przypadkowej ewolucji i nie ma w nas niczego szczególnego? Zdaje się, że ja także zaczęłam od tego pytania, a może po prostu od ciekawości i postawy otwartości. Okazało się, że to Mu wystarczyło. Pociągnął mnie za Sobą. Obdarował wiarą. Obdarował wsparciem konkretnych oddanych Jemu osób. Obdarował braćmi, siostrami, a nawet aniołami. Obdarował mnie imieniem. Obdarował mnie w końcu pewnością, że tam gdzie spotyka się w jednym dniu Łaska i Siła, tam musi działać On.

Jego hojność jest nieskończona i wciąż trwa, a my jesteśmy zanurzeni w niej i połączeni niewidzialnymi splotami, nie tylko z naszą osobistą rodziną, ale także z panem motorniczym, ekspedientką, sąsiadką, bezdomnym i ćpunem. To dziedzictwo, które On nam podarował, po to abyśmy patrząc sobie w oczy i słuchając się nawzajem mogli przyjąć ten najważniejszy przygotowany dla nas prezent: dar wiary. Ja otrzymałam go za darmo i za darmo rozdaję. Proszę się częstować bez ograniczeń.

Jedna odpowiedź do “Słowo#8 Pajęczyna darów.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *