Słowo#32 Kto pyta, ten i tak błądzi.

[19 listopada 2018,
27. dzień żałoby po Anielce i 27. dzień życia Zosi na OIOM-ie]

Śmiem twierdzić, że każdy z nas, czy uświadamia sobie to czy nie, ma jedno ziemskie pragnienie. Chce uniknąć cierpienia własnego oraz swoich bliskich. W obliczu cierpienia przestaje liczyć się cokolwiek. Wszyscy inni, świat materialny, codzienne problemy, praca, osiąganie sukcesów, porażki, brak i nadmiar czegokolwiek. Człowiek koncentruje się na przeżyciu swoim i bliskich. Cierpienie oddziela mnie od tego świata, odrealnia, przewartościowuje rzeczywistość. Jednak moim pytaniem jest czy cierpienie, które dotyka mnie i burzy porządek świata zbliża mnie czy oddala od Boga? Zaprzecza czy potwierdza Jego istnienie?

Zaprzeczyć istnieniu Boga nic nie jest w stanie, tak samo, jak udowodnić, że On jest. Oddalić od Niego też podobno nie jest w stanie nic, oprócz mojej własnej decyzji o pójściu do piekła. Jednak odrealnić Jego obecność i działanie w moim życiu cierpienie potrafi. Wątpliwości, niezrozumienie, bezsensowne tortury fizyczne i psychiczne, brak reakcji na zmasowane modlitwy ludzi pobożnych, wierzących oraz tych jeszcze bardziej pobożnych i wierzących- wszystko to sprawia, że zadaję sobie pytanie, dlaczego w tak trudnej dla mnie sytuacji przestałam czuć Jego obecność, dlaczego On milczy, mimo że ja do Niego mówię, krzyczę albo po prostu siedzę i w ciszy czekam na Słowo od Niego?

Ja nie mam pretensji, że nie uczynił cudu, że nie interweniował w naszą tragedię, nie ratował życia mojej jednej córce, a drugiej nie uzdrawia w ogromnym jej cierpieniu. Nie mam pretensji, że źle zrozumiałam albo bardzo chciałam interpretować wydarzenia po swojej myśli licząc na szczęśliwe zakończenie tu i teraz. A nawet, jeśli miejscami uderzam w rozżalone tony, to jednocześnie wiem, że takie rzeczy się dzieją mimo naszych działań zapobiegawczych, mimo szturmowania nieba modlitwami i mimo pokładania w Nim ufności. To czego nie jestem w stanie pojąć, to dlaczego nie czuję Jego wsparcia, tak jakby zniknął z mojego życia? I na czym ono miałoby polegać tak w zasadzie?

Szczerze, to nie mam pojęcia czego potrzebuję w tym momencie. Nie potrafię tego określić. Ponad dwa tygodnie temu koleżanka zapytała mnie czy potrzebuję towarzystwa czy spokoju. Odpowiedziałam jej, że jeszcze nie wiem. I w sumie nie wiem tego nadal. Nie rozumiem tego stanu rzeczy, tej sytuacji, nie rozumiem tłumaczenia sensu cierpienia nawet przez najmądrzejszych ludzi, bo oni sami go nie rozumieją. Nie rozumiem i nie wiem, co Bóg mógłby zrobić, a może robi dla mnie w tej chwili.

Nie znajduję odpowiedzi, na te liczne pytania, które tu stawiam i śmiem twierdzić, że inni także nie. Wszystkie nasuwające się odpowiedzi są puste, nic nie znaczące i pogłębiają jedynie niezrozumienie. Więc może wystarczy milczenie? A może nie? Jeszcze nie wiem…

Jedna odpowiedź do “Słowo#32 Kto pyta, ten i tak błądzi.”

  1. Cierpienie, śmierć najbliższych to najtrudniejsze co może nas spotkać. Tego po prostu po ludzku nie da się ogarnąć. Ale Bóg daje ukojenie, ból i tęsknota zostają na zawsze i myśli, co by było gdyby. Ale przyjdzie pokój serca. Tylko trzeba sobie dać czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *