Słowo#33 Poczekalnia 3.

[15 stycznia 2019, wspomnienie męczenników chińskich]

– Niechże pani siądzie porządnie. Co pani tak siedzi, jakby Pani chciała komuś ustąpić miejsca?- z troską i jednoczesną irytacją zapytała mnie dzisiaj starsza pani w szpitalnej poczekalni.
Odcinek pierwszy rozpoczęłam w poczekalni, potem poczekalnia pojawiła się raz jeszcze, a teraz znowu do niej wracam i Nowy Rok rozpoczynam ponownie poczekalnią. O co chodzi?
Tak do końca nie wiadomo. Może to przypadek te poczekalnie, a może ich potrzebuję, żeby zebrać myśli albo pobyć blisko z nieznajomymi, porozmawiać z nimi lub po prostu się pomodlić. Kiedy myślę o poczekalni przypomina mi się największa, najbardziej ekstremalna, która trwała prawie 4 dni. I choć kilka dni nie brzmi bardzo złowieszczo, to jeśli dodam, że chodzi o poczekalnię, w której utkwił Łazarz, to myślę, że zmienia to postać rzeczy. Czekał, a może nie czekał prawie 4 dni, żeby Jezus go wskrzesił. To, co mnie najbardziej interesuje w tej scenie i czego mi w niej brakuje czytając Ewangelię św. Jana (zob. J 11, 1-44) to opis tego, co czuł Łazarz. Chociaż jakiś komentarz jego własny, jedno zdanie, które wyjaśniłoby co przeżywał. Czy żałował, że go wyrwano z nieba? Czuł może ulgę, że wrócił z czyśćca do swojej rodziny? A może niczego nie pamiętał? Czy może czuł strach, że musi umrzeć znowu albo będzie wciąż umierał i budził się jak w Dniu Świstaka? Czy ktoś go w ogóle zapytał o zdanie?

Mogę powiedzieć, że interesuje mnie to szczególnie, gdyż śmierć moich córek, która dotknęła całą naszą rodzinę i najbliższe otoczenie ma wciąż świeży zapach. Może już nie czterodniowy, ale świeży. Czy w mojej sytuacji Jezus mógłby uczynić cud jak z Łazarzem i wyrwać mnie z poczekalni? Czy mógłby wskrzesić Anielkę i Zosię? Myślę, że mógłby, bo, jak tłumaczy Anioł Maryi (Edycja św. Pawła) „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (por. Łk 1, 37) i ja mimo wszystko wciąż w to wierzę. Wierzę w cuda, ale na nie nie liczę. Poza tym, to byłby egoizm prosić Ojca o oddanie Jego dzieci będących już w niebie z powrotem na ziemię. One w końcu należą do Niego, jak my wszyscy. Rodzice dostają dzieci tylko na jakiś czas i muszą ten czas maksymalnie wykorzystać, dając im swoją bezwarunkową miłość, jak Ojciec daje nam swoją.

Uświadomienie sobie tych wszystkich rzeczy nie sprawia, że wychodzę z tej tym razem mentalnej poczekalni, bo wciąż czuję się jak na pustyni, a do tego wbrew prawom natury liczę, że przypłynie wieloryb połknie mnie, jak Jonasza i wyrzuci na odpowiedni brzeg. Czy tak się stanie? Nie wiem. Ostatnio dużo jest w moim myśleniu tego „nie wiem”, „nie rozumiem”, „nic nie mogę”. Można określić to jako bezsilność i utratę poczucia kontroli, ale to nie to. Ja bardziej odczuwam to wszystko w duchowy sposób (choć może nieporadnie opisuję te zjawiska). Określam to mianem duchowego ubóstwa- wielkiej rysującej się niewiadomej, poczucia nieposiadania niczego. Pociechą w tej sytuacji pozostaje rozdział 5 Ewangelii św. Mateusza: „Szczęśliwi ubodzy w duchu, ponieważ do nich należy królestwo niebieskie” (Edycja św. Pawła) lub w tłumaczeniu Nowego Przymierza „Szczęśliwi świadomi swej nędzy, gdyż ich jest Królestwo Niebios” (por. Mt 1, 3).

Nie wiem nadal co to znaczy i żadna interpretacja, ani żadne tłumaczenie mnie nie przybliża do zrozumienia tego błogosławieństwa. Jednak to pierwsze z błogosławieństw, podobnie jak i ósme kończy ta sama obietnica, do tego podana w czasie teraźniejszym (w przeciwieństwie do innych obiecujących przyszłość). Więc wnioskuję, że to dzieje się tu i teraz, dzieje się we mnie i dzieje się na ziemi. Dlatego brzmi dla mnie pokrzepiająco.

– Tak. Racja. Rozglądam się, czy nikt bardziej nie potrzebuje miejsca siedzącego ode mnie. Poza tym ten sposób siedzenia, gdy się nie opieram jest bardzo zdrowy dla mojego kręgosłupa- odpowiedziałam starszej pani. Uświadomiłam sobie, że to takie 2 w 1: chcę dobra dla innych i jednocześnie będąc w gotowości, siedząc w gotowości dbam o swoje zdrowie. Może o to chodzi w Królestwie Niebios- tym w każdym zakątku ziemi- tutaj i w Chinach i tym w nas, ale też tym po śmierci?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *