Słowo#28 Słowo w sercu.

[czerwiec- lipiec 2018, Jeśli zło jest zaraźliwe, to takie jest tez dobro. Dlatego potrzeba by obfitowało w nas coraz bardziej dobro.” – Papież Franciszek ]

Chciałabym, żeby każde Twoje Słowo to był kwiat róży. Żeby rozkwitła cała łąka pęków kwiatowych- nawet miniaturowych, żeby nigdy nie więdły, ale żeby pozostawało wciąż miejsce na nowe kwiaty.

Jak przyznawałam się już wcześniej, czytam codziennie Słowo. Nie ma dnia wyjątku. Natomiast zaczęło mnie nurtować pytanie, czy mimo szczerych chęci ja to Słowo przyjmuję? Czy rzeczywiście karmię się nim? Czy jestem do tego wystarczająco dojrzała? Bywa przecież często, że lecę z tekstem Pisma Świętego, i choć mnie ciekawi i fascynuje, nie widzę jego przełożenia na rzeczywistość. Nie widzę jego znaczenia dla mojego życia. A przecież ma znaczenie. On tak mówi. Dla mojego życia i życia innych, bo tym Słowem, które w moim sercu ma się zamienić w kwiat, powinnam podzielić się z innymi. Jednak nie przez zerwanie, nie przez oddanie w dzierżawę mojej własnej łąki, ale raczej przez wzięcie nasion i zasianie ich w umysłach i sercach innych. Jak już je posieję, to żeby mogły kiełkować potrzebują Jego łaski.

I co z tego, że zasieję Dobra Nowinę w czyimś sercu? To już zależy od Niego. Pozostanie tajemnicą, jak Bóg działa w każdym z nas, jak nas przemienia. Moje zadanie to bycie przebiegłą jak wąż i niewinną jak gołąb (zob. Mt 10, 16) w dzieleniu się Dobrą Nowiną. Czyli pozostając uczciwa i wierna Jemu, muszę wykorzystywać okazję i dzielić się Ewangelią, świadczyć o niej i sama być przykładem jej działania w życiu. Z Bogiem można bardziej, jak brzmi motto na ścianie mojego biura. Można więcej, można lepiej, można zwyciężać. To chcę pokazywać innym. I bywa tak, że serce czyjeś pozostaje niewzruszone, zatrzaśnięte. Wtedy uważam, żeby nie robić nic na siłę. Po prostu być czujną, przezorną i przygotowaną niczym roztropne panny z przypowieści (zob. Mt 25, 1-13) i w odpowiednim momencie skierować czyjś wzrok na Niego.

Ja mam swoją drobną działkę. Nie jestem nachalna, raczej staram się być konsekwentna w słowie i czynie (tak aspiruję). Nie namawiam ludzi do niczego, po prostu daję zaczyn, a jak zwęszę okazję to ponawiam zaproszenie, uważając żeby się nie przejeść i nie zniechęcić kogoś na starcie. Wychodzi na to, że pełnię rolę domokrążcy. Wślizguję się z Dobrą Nowiną do czyjegoś domu albo wlatuję przez okno. Bez hałasu, bez harmideru, bez wszczynania alarmu. Ot takie zjawisko miejsko- przyrodnicze, które może się wydarzyć. Jeśli ktoś je zaakceptuje, wtedy działa On i tylko On i cała jest Jego chwała.

Jestem cały czas świadoma, że sama muszę najpierw przyjmować, chłonąć i żyć Jego Słowem, żebym niosła je dalej. O to Cię Panie proszę. Daj mi zrozumienie, daj mi cierpliwość do bycia z Tobą przez Słowo. Daj roztropność, czujność i szczerość w zapraszaniu innych do tego bycia. Chcę serca otwartego na oścież, w którym kwitnie łąka, a pociągający zapach róż wiatr niesie na duże odległości. Tak, że nikt nie może mu się oprzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *